Wyróżnione

„Trzy koperty” Nir Hezroni

Większość z nas śpi spokojnie, zakładając, że przez sito służb specjalnych nie przeciśnie się zaburzony psychicznie lub emocjonalnie kandydat na strażnika swojego kraju. Służba czuwa. Służba działa. Służba nigdy nie zawiedzie. W „trzech kopertach” Czytelnik traci tę pewność od pierwszych stron lektury. Oczy otwieramy coraz szerzej, po każdym przeczytanym rozdziale. W książce Hezroniego najcenniejsza okazuje się perspektywa samego agenta 10483. Zimna ocena faktów, skuteczne planowanie, nietuzinkowe wykorzystanie istniejących uwarunkowań. W większości genialne w swej prostocie. Dokonania głównego bohatera możemy jednak oceniać również z pozycji Organizacji, dla której działa, a ostatecznie także pod kątem globalnego układu władzy. Czytelnikowi pozostawiono samodzielną pracę domową do odrobienia. Jak wielkie można wykazać zrozumienie dla pozornie niezrozumiałych zachowań? Jak bardzo można być nieświadomym faktu, że jest się poddawanym manipulacji? Jak niewiele w obliczu tzw. „większej sprawy” znaczy jednostka? Czy można znaleźć dobre wyjście z każdej trudnej sytuacji?

Istnieje uzasadniona obawa, że odpowiedzi może być tyle, ilu Czytelników. A może więcej?

E-book dostępny na Upolujebooka.pl

https://upolujebooka.pl/oferta,96355,trzy_koperty.html

Wyróżnione

Jaśnie Pan. Jaume Cabre

Jaume Cabre jest mistrzem w co najmniej dwóch obszarach. Po pierwsze, we wprowadzaniu Czytelnika w epokę, w której toczy się opowieść. W przypadku Jaśnie Pana to koniec XVIII wieku, bale, władza, nędza, utrzymywanie się na powierzchni, dzięki zachowywaniu pozorów. Po wtóre, w przesyconym cierpkim, ale cudownym humorem, opisywaniu ludzkich słabości, półprawd i hipokryzji. Z dowcipem pisze o rozpuście, niedomaganiu seksualnym, sprzeczkach księży i fochach sióstr zakonnych. Doprawdy, mistrz! Główna postać powieści, sędzia Masso, budzi w odbiorcy mieszane uczucia. Podziw pojawia się przez wzgląd na umiejętność dotarcia do wysokiego stanowiska społecznego, bez wysokiego urodzenia. Współczucie, zabarwione odrobiną pogardy, w związku z faktem utraty dorobku całego życia. Jaki jest główny “grzech” Jaśnie Pana? Ludzki. Zwyczajny. Prezes Trybunału Królewskiego w Barcelonie, po prostu przeoczył moment, w którym był absolutnie szczęśliwy. Jak każdy niemal człowiek, zapragnął dołożyć sobie jeszcze więcej szczęścia, sprowadzając na siebie tym samym kompletną katastrofę. Historia, mimo tego, że mroczna i niezwykle wilgotna, bo nieustannie towarzyszy jej ulewa, ma w sobie pewien rodzaju uroku, którym hojnie obdarza Czytelnika do ostatniej strony. Cyniczny obraz świata bez wyjątku: bogatych czy biednych, jest niezwykle cennym doświadczeniem. Bo mijają wieki. Zmieniają się światopoglądy, prawo, religia. Natura człowieka zaś, mimo ogromnych pokładów wiedzy i doświadczeń wcześniejszych pokoleń, pozostaje ciągle ta sama. Słaba, bezwzględna i w obliczu ważnych wyzwań – egoistyczna. Lektura pozostawia bardzo pozytywne wrażenie. Cynizm w podejściu autora do wyidealizowanych obrazów, jakie mamy o sobie samych, działa bardzo orzeźwiająco. Niektórych Czytelników, z pewnością obudzi ze snów, w których błogo trwają na co dzień.

Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w okresie II wojny światowej. Joanna Ostrowska

Lektura trudna. Autorka wykonała wyjątkowo żmudną pracę, poszukując historii ofiar dosłownie między wierszami list transportowych, numerów legitymacyjnych, notatek, zeznań w sprawach pobocznych. Z tych ledwie namacalnych śladów, uwiła możliwie jak najdokładniej opowieści, których nie znajdziemy w podręcznikach historii. Przymusowym pracownicom seksualnym w okresie kataklizmu wojennego ze względu na wstydliwy temat, nie przyznawano prawa do tytułu “ofiar”. Temat był skrzętnie pomijany, bo nie pasujący do powojennego obrazu, idealnego bohatera, ofiary okupacji w Polsce i częściowo również we Wschodnich Niemczech. Stygmatyzacja społeczna doprowadziła do niemal całkowitego wyparcia tych doświadczeń, również ze świadomości samych ofiar. Dlatego wiedzy na temat tych dramatycznych wydarzeń, trzeba szukać w dokumentach księgowych, ewidencyjnych. Bezpośrednich relacji jest zaledwie kilka.

Dla uzupełnienia obrazu, jaki mamy na temat największego w historii konfliktu światowego, warto przedrzeć się przez te niezliczone daty, spisy, cytaty osób, które “dotknęły” zagadnienia zorganizowanego systemu przymusowej pracy seksualnej wśród obywateli terenów okupowanych przez hitlerowskie Niemcy. Odczłowieczenie, dominacja, zaniżanie wartości życia, skrajny sadyzm, szantaż emocjonalny, rasizm. Wszystkie te elementy, dotyczyły również tej sfery najbardziej dla ofiar intymnej, o której w większości były zmuszone milczeć do końca życia.

Książka adresowana jest do czytelników unikających patosu i ceniących rzetelny research konkretnych dokumentów źródłowych. Taka forma, zdecydowanie ułatwia poznanie całego materiału.

Książkę odbieram jako hołd złożony wszystkim tym, najczęściej bezimiennym kobietom, o cierpieniu których historia wstydzi się mówić.

A ja żem jej powiedziała. Katarzyna Nosowska

Mimo tego, że pozycję tą można śmiało określić mianem lekkiego czytadła, to jednak porusza ona sprawy o poważnym bagażu emocjonalnym. Autorka ujawnia swój niezwykły talent do opowiadania o sprawach niebanalnych bez specyficznego dla nich napięcia. Przemoc w związku, alkoholizm, nieustanny strach przed wejściem na scenę, ale też rozbrajanie mitu o doskonałym ciele jako podstawie kontaktów towarzyskich i sukcesu w showbiznesie. To zaledwie kilka zagadnień, przez które z wdziękiem przeprowadzany jest czytelnik. Autorka ciepło traktuje każdego z nas. Najmocniejszą stroną tej książki jest inteligentny, lekki w odbiorze styl narracji. Nosowska zdradza nam kilka sekretów ze swojego życia prywatnego, ale nie na tyle, żebyśmy mogli zupełnie zaspokoić ciekawość. Doświadczenie życiowe pozwala jej patrzeć na swoją przeszłość w sposób dojrzały, w zgodzie ze sobą. Tym spojrzeniem dzieli się w swojej książce, po którą warto sięgnąć szczególnie wtedy, kiedy potrzebujemy nabrać odrobiny dystansu. Do siebie. I do świata, który działa niezależnie od planów, jakie z nim wiążemy.

Mądra. Ciepła. Błyskotliwie opowiedziana.

Wydech. Ted Chiang

Znudzonym tradycyjnymi zbiorami opowiadań bez wyczekiwanej puenty można z czystym sumieniem polecić Wydech. Mieszczą się w nim mini powieści i mini opowiadania. Przestrzenie, po których się w tym zbiorze poruszamy trudno zdefiniować inaczej niż wymagające sporych pokładów wyobraźni. Chiang poczyna sobie z Czytelnikiem śmiało i zakłada, że jest on odpowiednio przygotowany na serwowaną porcję zagadnień i pojęć naukowych. Trzeba się orientować w wykreowanej rzeczywistości tu i teraz, natychmiast i po wielokroć, bo następna opowieść czai się już za kolejną, przewróconą stroną. Amerykański pisarz z premedytacją gimnastykuje nasze umysły. Każe nam spojrzeć na siebie i świat z dotąd nie przyjmowanej perspektywy. Podda w wątpliwość podstawowe zasady i założenia, które napędzały nas póki co, do działania. Takim najbardziej wstrząsającym opowiadaniem jest z całą pewnością Co z nami będzie. I choć to Wydech zasłużenie stał się tytułem przewodnim zbioru, to jednak owo najkrótsze “przesłanie” pozostawia na Czytelniku najtrwalszy ślad. Będziemy poruszać się w czasie i przenosić w przestrzeni. Będziemy przekraczać fizyczne i technologiczne ograniczenia. Odczujemy pierwotny, ludzki strach przed dokonaniem niewłaściwego wyboru i ponosić konsekwencje tego, że nie wiemy czym ten właściwy wybór faktycznie jest. Spróbujemy określić czy brakujący w życiu element ludzki można efektywnie zastąpić rzeczą, choćby i genialnie skonstruowaną. Zastanowimy się czy warto podejmować wysiłek czy może lepiej poddać się nieuniknionemu biegowi wydarzeń. Wydech nie pozostawi Czytelnika obojętnym. Dla jednego będzie genialnym obrazem, który otworzy umysł na nowe, hipotetyczne możliwości. Dla innego będzie przyczyną zwątpienia w wyznawany do tej pory system wartości. Pod tym względem, lektura tej książki niesie ze sobą pewne konsekwencje. Czy będą pozytywne, zależy wyłącznie od siły charakteru i elastyczności odbiorcy. Czujecie się na tyle silni, by sięgnąć po tę pozycję?

Zahhak. Władimir Miedwiediew

W wydawałoby się współczesnym i cywilizowanym świecie opowieści Zahhak, panują czerstwe zasady współżycia społecznego. Niewyjaśniane przez nikogo rzetelnego zabójstwa. Surowe warunki odciętego od świata ludzkiego obozowiska. Przesądy i relatywność wyznawanej wiary. Prostota codzienności i bezwzględna walka o przetrwanie. Książka Władimira Miedwiediewa jest rosyjską, zatem trudniejszą perspektywą człowieczej egzystencji. Tadżykistan. Piękne, a zarazem bezwzględne miejsce do życia. Przebijający się uparcie duch komunizmu i nowi samozwańczy, nierzadko szaleni liderzy. Rzeczywistość wojny domowej z kalejdoskopem postaci o zadziwiająco odmiennych postawach wobec zła. I wreszcie zło, bez jednoznacznej definicji, choćby zbliżonej do tego, za co dzisiaj powszechnie je uważamy. Przerażają pierwotne, najniższe, ludzkie instynkty. Zupełna przypadkowość ludzkiego losu. Zasady, które niejednokrotnie trudno do końca zrozumieć. Wszystko to sprawia, że Zahhak jest pozycją nietuzinkową, wymagającą w odbiorze i zapadającą na długo w pamięć owego, odważnego Czytelnika, któremu niestraszna podróż w odmęty środkowej Azji, gdzie świat rządzi się przedziwną logiką, a uciekać właściwie nie ma dokąd.

Kobieta na schodach. Bernhard Schlink

Kobiecie na schodach, początkowo nic nie zapowiada historii o uczuciach. Jest w niej zdolny adwokat, dwójka skłóconych ze sobą klientów, piękna kobieta i obraz. I choć obraz ów, będzie osią wszystkiego, co się wydarzy, to jednak miłość w wielu odmianach, okaże się motywem przewodnim książki Bernharda Schlinka. Główny bohater, mimo oczywistych sukcesów na niwie prawniczej, wydaje się niespecjalnie radzić sobie poza nią. Pozornie poukładane życie rodzinne, wraz z rozwojem akcji, będzie bezlitośnie demaskowane przez chłód emocjonalny i płytkość intencji. Dzieci wychowuje się tak, by nie płakały. Komunikacja między domownikami sprowadzona zostaje do absolutnego minimum. Rodzina funkcjonuje wzajemnie sobie nie przeszkadzając. Katastrofa wisi zatem w powietrzu, ale prawdę tę, prawnik odkrywa dopiero po wielu latach, jako wdowiec. Pomaga mu w tym obca, nietuzinkowa kobieta, a relacja między nimi, będzie najpiękniejszą opowieścią o trudnej miłości, jaką można przeczytać w ciągu zaledwie jednego wieczoru. W rozdziałach skróconych do minimum, odkrywamy kolejne oblicza ludzkich namiętności, słabości i gorących uniesień. W pigułce niemal, zażywamy cynizmu, okrucieństwa i indolencji w komunikowaniu uczuć. Nie ma jednak czasu na rozczulanie się. Czytelnik ustrzega się łez, bo lektura Kobiety na schodach jest jak lekcja. Jak praktyka odbywana na symulatorze życia. Możemy ją bezpiecznie przećwiczyć, bez uszczerbku na własnej psychice, a wyciągnięcie właściwych wniosków z cudzych błędów, nie nastręcza większych problemów. Bernhard Schlink bowiem, posługuje się niezwykle sprawnym, konkretnym językiem. Jego książkę czyta się jednym tchnieniem.

Kazanie ognia. Jamie Quatro

Jamie Quatro stworzyła opowieść o ogromnej pustce w życiu dwojga zdrowych, zamożnych i na pierwszy rzut oka, szczęśliwych ludzi. Po latach niedopowiedzianych pretensji i skrywanych pragnień, przepaść dzieląca małżonków staje się nie do pokonania. Na Kazanie ognia, złożyły się sceny z życia rodziny na przestrzeni wielu lat, rozmowy z psychoterapeutą, listy wymieniane między kochankami, czasem brutalne, czasem namiętne – niejednokrotnie równocześnie – obrazy miłosnych uniesień w różnych konstelacjach osobowych. Wachlarz doznań podczas czytania tej książki jest doprawdy spory. Bohaterowie nie dostrzegają w tym co robią, zdrady w tradycyjnym ujęciu. Po intymnych spotkaniach, wracają za każdym razem do małżonków i do zwykłego życia swoich rodzin. Aż do kolejnej, wspólnej konferencji lub odczytu, gdzieś na końcu świata. W dosyć specyficzny sposób podchodzi do romansu główna bohaterka. W iście ekwilibrystycznym stylu łączy wątki biblijne z seksem. Postawę Chrystusa z własną, podczas intymnych spotkań. Kochanek natomiast, traktuje związek z inną kobietą jako paliwo dla swojej twórczości poetyckiej. Tu już ekwilibrystyki nie widać. Ten gordyjski węzeł, w którym tkwią małżonkowie, mogłaby rozwiązać szczera rozmowa na każdym etapie wspólnego życia. Zamiast tego, ona wchodzi w rolę pozornie doskonałej matki, wyidealizowanej żony i za wszelką cenę również kochanki. Wybiera w ten sposób mniejsze zło. W konsekwencji zachowuje pozory szczęścia, ale wypełnia ją coraz większa nicość. On, jest mieszanką dobroci i egoizmu. Jest doskonałym ojcem, ale słabo panującym nad instynktami – mężem. Miotają się zatem oboje. Przy tej lekturze trudno się zrelaksować. Momentami bywa niemal niesmaczna. Mówi o trudnych sprawach, o których milczeć nie należy, ale trzeba się do niej uprzednio przygotować. Wszystkim, którzy liczą na lekką opowieść o perypetiach pary poślubionych sobie osób, zaleca się jednak najpierw solidną rozgrzewkę. Tutaj nie będzie zabawnie. Tutaj Czytelnika czeka podróż po meandrach zagmatwanego związku, który zmienia się nieuchronnie w pustynię emocji i uczuć.

Rozterki śmierci. Jose Saramago

Porzućcie nadzieję, Wy, którzy szukacie w tej książce wyraźnych podziałów na dialogi i krótkich, niezłożonych po wielokroć zdań. W Rozterkach śmierci ich nie ma. Jest za to śmiertelna dawka ironii ze sprawy wydawałoby się niezmiernie poważnej. Ile razy przypadło nam się śmiać ze śmierci? I czy to w ogóle wypada?

Książka Jose Saramago, najpopularniejszego, portugalskiego prozaika, pozwala na odczarowanie tabu odchodzenia ku wieczności. Można ją określić mianem powieści utopijnej albo prozy absurdalnej. A może po prostu cudownej, niczym nieograniczonej, epickiej wizji nierealnego problemu, jakim jest kilkumiesięczny strajk Kostuchy.

Państwo, w którym nie odnotowuje się ani jednego zgonu, można by nazwać szczęśliwym. Nawet narodem wybranym. Saramago jednak, w spektakularny sposób wykazuje szereg logicznych konsekwencji, wynikających z tego, że wszyscy, chcą tego lub nie – muszą żyć. Lawina problemów, które zaskakują Czytelnika praktycznie nie ma końca, a każdemu z wymienionych, nie sposób odmówić racji bytu. Lektura wymaga ogromnej kreatywności i swobody wyobraźni, ale w zamian oferuje doprawdy znakomitą zabawę.

Autor cudownie kpi z ludzkich przypadłości. Prześmiewczy ton powieści, będzie balsamem dla duszy wszystkich tych, którzy mają odwagę pożartować z kanonów i dogmatów religii. Nie po to jednak by szkalować, ale po to, by pofolgować nieco, wrodzonym lękom i zaszczepionym obawom przed faktem, którego w realnym świecie – nie unikniemy. Wszyscy będziemy kiedyś martwi.

I pamiętajcie – śmierć pisze do nas listy, tylko w kolorze fioletu. Gorąco zachęcam do przeczytania.

Psy z Rygi. Henning Mankell

Dobrze napisany kryminał jest wyrazem szacunku dla aspirującego do roli śledczego, Czytelnika. Psy z Rygi, to niezwykle lekkim piórem nakreślona historia z trupami w tle. Krew jednak, leje się ze stron subtelnie, bez przesadnego okrucieństwa i szokowania przemocą. Henning Mankell skupia się zdecydowanie bardziej, na wymagającym instynktu policyjnego, odkrywaniu tajemnicy podwójnego morderstwa. Staje się ono zaledwie początkiem, wyjątkowo niestandardowego i sięgającego powiązań polityki z półświatkiem przestępczym, dochodzenia. Europa Wschodnia, tuż po upadku Żelaznej Kurtyny zionie w Psach…, wszechobecną szarością, wyludnionymi ulicami i chłodem nieszczelnych okien. Kaloryfery, woda w wannie, herbata. Wszystko jest letnie – poza akcją. Od niej, można się naprawdę spocić i to jest największy komplement, jaki prawi się powieści kryminalnej. Szwedzki pisarz, doskonale potrafi się ustrzec przerysowań postaci zarówno policjantów, jak i przestępców. Obywa się bez patosu i aktów niewiarygodnego heroizmu. Bohaterowie nie tracą swoich wnętrzności ani nawet kończyn. Ręce zwyczajnie się łamią, a ciała nielicznych ofiar, noszą ślady zaledwie pojedynczych kul. Można wręcz powiedzieć, że wieje prehistorią. Zamiast telefonów komórkowych, dostępne są budki telefoniczne, zaś pustkę po internecie, wypełniają skutecznie archiwa, encyklopedie i papierowe mapy. Ten umiar właśnie, jest podstawą i najcenniejszą zaletą owej uczty kryminalnej, której nierozsądnym byłoby po prostu, nie zakosztować. Mankell był niezwykle płodnym autorem, ale ilość napisanych przez niego kryminałów, nigdy nie rozmieniała na drobne ich jakości. Dla wielu współczesnych twórców gatunku, umiejętność ta niestety, bywa najczęściej niedoścignionym wzorem.