“Zamachowcy”, Krzysztof Jóźwik

Postacie w Zamachowcach są jak jeden mąż:  inteligentne, wykształcone, sprawne, piękne i śmiałe. Nie ma miejsca na przeciętność. Tytuły naukowe zdobywa się wyłącznie na renomowanych, światowych uczelniach, a pierwsza praca nie schodzi poniżej posady w Pentagonie. W pierwszej chwili taka sceneria może się wydawać zbyt słodka, ale jej zaletą jest przyjemna lekkość czytania. Nie borykamy się z przyziemnymi problemami. Nie gonimy za pracą, rachunków nikt nie odkłada na stosy do zapłacenia, a kuchnia w domowych, apartamentowych pieleszach jest po to, żeby było gdzie schować kieliszki do wina. Czytelnik może skupić się na fabule. A ta, rozgrywa się sprawnie i co najważniejsze, nawet na chwilę nie zwalnia tempa.

Czas akcji to niedaleka przyszłość. Miejsce: kraj nad Wisłą. Oś wydarzeń: zamach na stabilizację gospodarczą i ład polityczny. Cyberprzestrzeń daje trójce głównych postaci niemal nieograniczone pole do popisu. Atakują port lotniczy, bank krajowy w końcu elektrownię atomową, której w końcu Polacy się doczekali. Działają szybko i bez zarzutu. Mają jednak w swoich szeregach słabe ogniwo, dzięki któremu Czytelnik może liczyć na pierwszorzędne komplikacje.

Jak zapewnia Autor, wszystkie postacie i wydarzenia są fikcyjne. Trudno się jednak oprzeć pewnym skojarzeniom z rzeczywistą sytuacją RP. Zachowania sfery rządowej wywołują nierzadko ironiczny uśmiech u odbiorcy, a nazwy niektórych partii wydają się zabawnie znajome. Zaproponowana przez Krzysztofa Jóźwika historia jawi się jako wiarygodna. Uwaga poświęcona jest jedynie wydarzeniom, które mają istotny wpływ na rozwój akcji i dzięki temu na wakacyjnym leżaku, trzymając Zamachowców w ręku naprawdę odpoczniemy. Płynna, przekonująca i przystępna lektura. Satysfakcja gwarantowana.