“Zabójcza biel”, Robert Galbraith

Nawet gdyby Zabójcza biel miała osiemset stron, zamiast sześciuset z małym haczykiem, warto poświęcić tych kilka nocy na lekturę przez nie tylko duże, ale wręcz kolosalne “L”. Robert Galbraith czyli J.K Rowling, zawłaszcza Czytelnika właściwie od Prologu. Przerażeni objętością dzieła, porzucamy swoje obawy jeszcze przed końcem pierwszego rozdziału. Rowling czaruje. Widać trudno się oprzeć nawykom.

Wątek kryminalny jest cudownie zawiły. Najwytrawniejsi, spośród bibliofilów kryminalnych, będą sobie do końca łamać głowy nad tym, kto faktycznie zabił. Wyjaśnienie sprawy natomiast, nadejdzie jak olśnienie. Wiarygodne. Logiczne. Nieco zaskakujące. Poezja gatunku po prostu.

Cormoran Strike, mimo protezy zamiast jednej z nóg, nie rezygnuje ze swojej zawodowej namiętności. Owszem brak pełnej sprawności, wielokrotnie mu doskwiera, ale zawsze znajduje sposób na wyjście z opresji z jak najmniejszą ilością obrażeń. Kiedy zawodzi siła, efekt przynosi inteligencja. Jeśli szwankuje fizyka ciała, skutecznie zastępuje ją taktyka. Od razu chcielibyśmy się z nim zaprzyjaźnić. Czytelnik nie ma niestety takiego szczęścia jak kolejna z postaci – Robin. Wspólniczka w agencji detektywistycznej. Razem stanowią duet bynajmniej nie idealny. Pikanterii dodają przemilczane sekrety, nie do końca zdefiniowane relacje i upiory dzieciństwa.

Będą trupy. Prawdziwe bądź domniemane. Wybryki członków tzw. klas uprzywilejowanych, którym teoretycznie wolno więcej. Zwroty akcji i niebezpieczne sytuacje. Walka o władzę, zabarwiona krwią przypadkowych ofiar. Namiętności i obsesje. Cynizm i wyrachowanie, równoważone przez upór i szczerość intencji. Wszystko to, złoży się na wykwitnie serwowaną, umysłową gimnastykę.

Siłą powieści jest spójność. Wiarygodne postacie. Zwięzłość w relacjonowaniu kolejnych zdarzeń. Skraca się dystans do eksponowanych figur, bo żadna z nich nie jest odrealniona. Strike boryka się z kłopotami finansowymi, brakiem mobilności, niemożnością zaangażowania się w żaden związek. Robin zmaga się z manipulacją w małżeństwie, epizodami paniki, a w końcu także z chwilową bezdomnością. Reszta postaci nie stroni od alkoholu i używek, a głęboko zakorzenione kompleksy i deficyty w okazywaniu emocji, stanowią główny czynnik motywujący większość poczynań.

Robert Galbraith stara się jednak osłodzić nam ten wyjątkowo naturalistyczny charakter opowieści kryminalnej. Dialogi wypełnione są morderczą dawką błyskotliwego humoru, od której niestety stopniowo się uzależniamy. Pustka, jaka pozostaje w tej płaszczyźnie po powrocie do rzeczywistości pozaksiążkowej, ma w sobie coś z nałogu. Zabójcza biel, to czwarta część wątku z parą sympatycznych detektywów. Pozostaje jedynie, mieć nadzieję, że piąta pojawi się niebawem, albo sięgnąć desperacko po wcześniejsze tytuły: Wołanie kukułki, Jedwabnika czy Żniwa zła. 

To, co robi z literaturą Robert Galbraith vel J.K Rowling, nosi znamiona całkowitej dominacji nad uwagą odbiorcy. Pytanie czy robi to celowo, czy zwyczajnie nie może nic poradzić na swój talent. Urodziła się by pisać. Kreowanie nowych światów i odmiennych rzeczywistości to zdecydowanie jej żywioł. To prawdziwa przyjemność, ulegać jej urokowi.