“Wotum”, Maciej Siembieda

Ze swojskiego ogródka pełnego dewocji i zaściankowego światka ludowych wierzeń i zabobonów Maciej Siembieda utkał niezwykle zajmującą opowieść detektywistyczną, której smaczku dodaje inteligentny dowcip i zgrabnie opowiedziana fabuła. Czytelnik może czuć się literacko zaopiekowany, a fascynat powieści kryminalistycznej – potraktowany poważnie.

Unosząca się nad historią obecność religijnej sekty prowadzi głównego bohatera, prokuratora IPN-u przez meandry prywatnych ludzkich dramatów, szemranych mafijnych interesów i nabożnej adoracji przedmiotów bardziej lub mniej godnych nazywania świętościami. Wiara w cuda jednym pozwala przetrwać, innych prowadzi ku spektakularnej katastrofie. Reguły zakonne, zakazana miłość, mamona pęczniejąca dzięki ludzkiej naiwności i potęga instytucji zbudowanych na religii. Wątki historyczne w Wotum podano w wersji łatwej do przyswojenia również dla mniej wtajemniczonych odbiorców. Czerpiemy przyjemność z uczestniczenia w dochodzeniu do tak zwanej prawdy jednocześnie odkrywając zależności społeczne, obyczajowe i historyczne miejsc nam całkiem nieodległych. Przyjemnie i pożytecznie zarazem.

Maciej Siembieda potrafi opowiadać sprawnie i dynamicznie. Nawet przez chwilę nie ulegamy znużeniu podczas czytania. Jego bohaterowie budzą sympatię. Stają się postaciami z krwi i kości już po kilku stronach. Ten syntetyczny sposób kreślenia powieści sprawia, że podczas lektury naprawdę odpoczywamy. Wszystkie elementy układanki idealnie ze sobą współgrają. Tempo akcji nikogo nie przyprawia o zadyszkę, jednak pozwala na odkrywanie i zapamiętywanie szczegółów bez większego wysiłku. Wiarygodna, świetnie odrywająca od aktualnej, niełatwej rzeczywistości pozycja, której bez wątpienia należy się miano skutecznego pochłaniacza czytelniczej uwagi. Z Wotum z pewnością skupicie się na tych kilka wieczorów na czymś zupełnie innym niż … wirus.

 

0 0 vote
Article Rating