“Wołanie kukułki”, Robert Galbraith

Zdolność piszącej pod pseudonimem autorki Wołania kukułki, do nadawania specyficznego charakteru poszczególnym postaciom jest dosłownie wyjątkowy. Slang ulicy jest soczystym językiem podziemia. Żargon celebrytów i gwiazd wszelkiej maści niesamowicie naturalny, zaś bełkot bohatera po przekroczeniu zwyczajowej dawki alkoholu, wręcz wzruszający swoją wiarygodnością. J.K Rowling słowem, jak pędzlem, kreśli wyraziste, prawdziwe i niesłychanie barwne postaci. Dajemy się wciągnąć w perfekcyjnie zakreślony przez nią świat, bez cienia sprzeciwu.

Cormoran Strike ma za sobą przeszłość wojskową, teraźniejszość detektywistyczną i przyszłość, której łakniemy z każdą kolejną książką cyklu. Z protezą zamiast nogi, bez adresu zamieszkania i choćby namiastki własnego pojazdu, którym mógłby uganiać się za prawdą jest mistrzem subtelności. Każde jego zdanie wydaje się właśnie tym, którego należało użyć, a perfekcyjne opanowanie mowy ciała i wyczucie ludzkiej psychiki, graniczy prawie z ideałem detektywa. Jakby z przypadku, do tego ideału, dołącza najwyższej próby współpracowniczka. Bez doświadczenia, za to z ogromną intuicją i umiejętnością brawurowej momentami, improwizacji. Szybko, i w sposób daleki od wymuszonego stają się sprawnie działającym tandemem. Aż żal, że żyją jedynie na papierze.

Rytmiczne tempo, wiarygodni bohaterowie i realistyczne zachowania składają się na wartość Wołania kukułki, jako cennej pozycji kryminalnej w kolekcji każdego, ceniącego się Czytelnika tego gatunku. Figury powieściowe są nam bliskie, bo przydarzają im się prozaiczne, życiowe wyzwania. Rowling zdjęła swoje postaci z pompatycznego piedestału herosów i zręcznie wprowadziła ich do naszych domów i miejsc pracy. W trakcie lektury, siedzimy obok nich przy biurku i jedziemy na sąsiednim siedzeniu w autobusie. Co rzadko się zdarza, stajemy się uczestnikami historii. Z bezpiecznej perspektywy wyeksploatowanego, domowego fotela, w którym zazwyczaj przechodzimy do innego wymiaru. Czyli czytamy.