“Upadłe anioły”, Richard Morgan

Daleka przyszłość, w której Ziemia jest jedynie zamierzchłym wspomnieniem kolebki ludzkości. Inne światy, odległe konflikty, nowa broń. I tylko stare zależności polityczne i swojski, współczesny nam, klimat bezpardonowej walki o przetrwanie. Richardowi Morganowi udało się stworzyć mroczną i jednocześnie fascynującą perspektywę przyszłych cywilizacji.

Upadłe anioły są doskonałą powieścią fantastycznonaukową. Spójną, wiarygodną, niezwykle kreatywną. Bohaterowie to ludzie, którzy mają już za sobą kilka spektakularnych śmierci na froncie toczącej się wojny. Otrzymują do wykonania zadanie, które pierwotnie jawi się jako czysto komercyjna wyprawa archeologiczna. Zespół jest precyzyjnie dobierany spośród poległych żołnierzy, spełniających ściśle określone kompetencje i predyspozycje psychologiczne. Przeciwności, z którymi przyjdzie im się zmierzyć i granice, które będą przekraczać, są przez Morgana zbudowane doprawdy po mistrzowsku. Złożoność uzbrojenia, zmyślne systemy obronne, zaawansowane technologicznie opcje poprawiające dosłownie każdą czynność przyszłych ludzi, po prostu zwalają z nóg. W dodatku wszystko opisane tak przystępnym dla Czytelnika językiem, że bez większego wysiłku, staje się on naturalną częścią tego fantastycznego uniwersum.

Czule zakamuflowany humor. Świetnie dopracowane postacie. Jasny przekaz motywów działania każdego z bohaterów. Wszystkie te elementy tworzą doskonale zmieszany koktajl, który nie pozostawi obojętnym nie tylko fanów science fiction. Upadłe anioły to naprawdę mądra książka o destrukcyjnej, ludzkiej naturze, od której, jak się wydaje nie ma ucieczki, bez względu na etap ewolucji. Jest również opowieścią o humanitaryzmie, pojmowanym czasem dosyć przewrotnie. I o tym, że mimo usilnych starań zrobienia z człowieka nieczułej, silnej maszyny, trudno go do końca wyplenić.

Doskonała. Porywająca. Wielowątkowa historia, którą można z powodzeniem potraktować jako przepowiednię. Jak konstrukt, używając powieściowej terminologii, w którym możemy poznać nasze przyszłe wersje – już dzisiaj. Jutro nadchodzi. Richard Morgan jedynie nas na nie przygotowuje.