“Trzecia wyspa”, Adam Ubertowski

Słowem klucz w powieści Adama Ubertowskiego jest SYNDYKAT. Wszystkowidząca organizacja z pajęczą siecią powiązań, niczym nieograniczonych możliwości i obecnością w każdym miejscu na ziemi. Takie ramy kryminalnej scenografii dają Czytelnikowi niezwykły komfort beztroski. Górna granica kwoty pieniężnej, którą dysponuje główny bohater, praktycznie nie istnieje. Nowoczesny sprzęt do zadań specjalnych po prostu wyciąga się z magazynu, a świadkowie potwierdzający najwygodniejszą dla sprawy wersję wydarzeń, wyciągani są zwyczajnie z rękawa. Świat w Trzeciej wyspie istnieje po to, by Syndykat ustalał dla niego reguły gry.

Jeżeli chcecie poczuć zimno maszyny do zabijania, książka Adama Ubertowskiego spełni to marzenie dosłownie w 33 rozdziały. Po kilka stron każdy. Jak w migawkach flesza, będziecie przyglądać się kolejnym scenom. Jedne będą pełne słońca, dobrych alkoholi i subtelnych miłosnych uniesień. W innych uścisną Wam dłoń ciemne charaktery, a spotkania z nimi mogą okazać się naprawdę krótkie i najczęściej zabójcze. Chłód Walker’a, z którym przemykamy przez Trzecią wyspę, pozwala zachować dystans emocjonalny do przeciekających śmiercią, wydarzeń. Wyłączenie jakichkolwiek uczuć, choćby na ten jeden wieczór z lekturą, okazuje się zaskakująco przyjemne.

Oziębłość Walker’a nie dotyczy jednak kobiet. Wprawdzie nie związuje się z każdą z nich, świętym węzłem miłości dozgonnej, ale co być może nietypowe dla tego rodzaju postaci, traktuje je dosłownie z … szacunkiem. Obywa się zatem bez wulgaryzmów i rutynowej dawki przemocy. Kontrast między Walker’em operatorem, a Walker’em amantem, zaostrza smak tej osobliwej, kryminalnej biesiady.

Loty na Cypr. Samochodowe podróże do Amsterdamu. Samotnie i w duetach. Serie z karabinów maszynowych, tłumiki zakładane naprędce i nieszczęśliwe zgony podczas upadków ze schodów. Rosjanie i Rosjanki. Maltańczycy i obywatele byłej Jugosławii, bez konkretnego kraju pochodzenia. W tym wszystkim oczywiście krajanie i piękne krajanki, lekko zawoalowany humor i dynamiczna, skondensowana akcja. Jest jedno, czego tej książce brakuje – bezruchu, a to absolutnie wyklucza nudę.