„Szczelina”, Jozef Karika

Przy lekturze Jozefa Kariki , Czytelnik musi być stale czujny. Wraz z rozwojem akcji bowiem, bezustannie decyduje o tym, po której stronie „szczeliny” się opowiedzieć. Być wiernym światu realnemu, czy uwierzyć w rzeczywistość alternatywną? Dylemat, pomiędzy wiarą a strachem przed ośmieszeniem.

Początek zapowiada się niezwykle obiecująco. Akcja toczy się wartko. Sprawnie wchodzimy w świat bohaterów, którzy przypadkowo wpadają na trop tajemnicy sprzed lat. Z każdym kolejnym wydarzeniem jednak, tempo spada, by pod koniec zupełnie utracić siłę rozpędu i ostatnie sceny dłużą się już niemal w nieskończoność. Kiedy dochodzi do jakiegoś odkrycia, rozpoczyna się za każdym razem, żmudny proces przekazywania owej wiadomości. Niespiesznie, informacja wędruje od jednej do następnej postaci i trudno się oprzeć wrażeniu, że Czytelnikowi tej tajemnej wiedzy przekazywać nie trzeba.  Narrator informuje, że za moment coś powie, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze chwila cierpliwości. Z czasem staje się to dosyć męczące i niestety potęguje wrażenie sztuczności w budowaniu napięcia.

O ile przyjemnie niepokoimy się na samym początku opowieści, o tyle od połowy niestety, nie ma się już czego bać. Czar pryska. Relacja tzw. świadka jest coraz bardziej przegadana.

Autor podaje wiele źródeł informacji, które mają uwiarygodnić przedstawioną historię. Możliwe, że chociaż w trakcie weryfikacji tych materiałów, w internecie lub w innych publikacjach, pojawi się wreszcie ten dreszczyk emocji, którego książka niestety, nie jest w stanie u Czytelnika wykrzesać.

Realiści, po tej lekturze – pozostaną realistami.

Otwarci na światy równoległe – z pewnością nagle się nie zamkną.

Czegoś tej książce brakuje. Dostrzegalna jest w niej rzeczywiście jakaś „szczelina”, której do ostatniej strony, nie udało się niestety, niczym zasklepić.

 

0 0 votes
Article Rating