„Służące do wszystkiego”, Joanna Kuciel-Frydryszak

Podobnie jak w „Przemilczanych” Joanny Ostrowskiej, autorka „Służących do wszystkiego”, korzysta z licznych relacji świadków lub uczestników opisywanych wydarzeń. Wykorzystuje dostępną korespondencję, prowadzoną między służącymi i ich „chlebodawcami” oraz zapisy w dziennikach polskich pisarek i pisarzy. Gabrieli Zapolskiej, Zofii Nałkowskiej czy Henryka Sienkiewicza. Wszyscy oni, byli częścią świata, w którym jedni rodzili się po to, by im służono, inni zaś, by służyć. Nie tak dawno, bo jeszcze 100 lat temu, podział ten był czymś zupełnie naturalnym. „Jaśniepanie” i „Jaśniepanowie” w ocenie współczesnego obywatela mogliby zostać uznani za  osoby nieprzystosowane do życia. Gotowanie, sprzątanie, ogrzewanie, noszenie wody, pranie, a nawet pomoc przy ubieraniu się – to wszystko były umiejętności absolutnie spoza spektrum zainteresowań tych, którzy mogli się poszczycić stałym dochodem. Ten jeden, jakże istotny i dzisiaj, czynnik, decydował, po której stronie klasowego muru, dopełniał się ludzki żywot.

Historie, przez które prowadzi czytelnika Joanna Kuciel – Frydryszak, bywają i śmieszne, i tragiczne. Poznajemy bohaterów i łąjdaków. Wchodzimy do domostw z przełomu XIX i XX wieku, które funkcjonują dzięki „białym niewolnicom”. Służącym, których „się używa”. „Do wszystkiego”.

Pojawia się kontekst polityczny. Nakreślona zostaje rola kościoła w utrzymywaniu owego status quo służby w Polsce. Stenogramy z posiedzeń ówczesnego Sejmu, zdają się kalką współczesnych obrad. Bezrefleksyjnie powielane schematy wspólnych zachowań. Demagogia, egoistyczne podejście do polityki, bezinteresowna zawiść i brak szerszej perspektywy.

II wojna światowa oraz paradoksalnie – równościowe hasła rodzącego się komunizmu, zmiatają ze świadomości społecznej instytucję służby domowej. Kończy się pewien etap zawoalowanego zniewolenia.

Odtąd już sami będziemy zmuszeni się czesać, smażyć placki i zamiatać własną podłogę…

Nikt już nie rodzi się po to tylko, by usługiwać.

0 0 votes
Article Rating