“Psy z Rygi”, Henning Mankell

Dobrze napisany kryminał jest wyrazem szacunku dla aspirującego do roli śledczego, Czytelnika.

Psy z Rygi, to niezwykle lekkim piórem nakreślona historia z trupami w tle. Krew jednak, leje się ze stron subtelnie, bez przesadnego okrucieństwa i szokowania przemocą. Henning Mankell skupia się zdecydowanie bardziej, na wymagającym instynktu policyjnego, odkrywaniu tajemnicy podwójnego morderstwa. Staje się ono zaledwie początkiem, wyjątkowo niestandardowego i sięgającego powiązań polityki z półświatkiem przestępczym, dochodzenia.

Europa Wschodnia, tuż po upadku Żelaznej Kurtyny zionie w Psach…, wszechobecną szarością, wyludnionymi ulicami i chłodem nieszczelnych okien. Kaloryfery, woda w wannie, herbata. Wszystko jest letnie – poza akcją. Od niej, można się naprawdę spocić i to jest największy komplement, jaki prawi się powieści kryminalnej.

Szwedzki pisarz, doskonale potrafi się ustrzec przerysowań postaci zarówno policjantów, jak i przestępców. Obywa się bez patosu i aktów niewiarygodnego heroizmu. Bohaterowie nie tracą swoich wnętrzności ani nawet kończyn. Ręce zwyczajnie się łamią, a ciała nielicznych ofiar, noszą ślady zaledwie pojedynczych kul. Można wręcz powiedzieć, że wieje prehistorią. Zamiast telefonów komórkowych, dostępne są budki telefoniczne, zaś pustkę po internecie, wypełniają skutecznie archiwa, encyklopedie i papierowe mapy. Ten umiar właśnie, jest podstawą i najcenniejszą zaletą owej uczty kryminalnej, której nierozsądnym byłoby po prostu, nie zakosztować.

Mankell był niezwykle płodnym autorem, ale ilość napisanych przez niego kryminałów, nigdy nie rozmieniała na drobne ich jakości. Dla wielu współczesnych twórców gatunku, umiejętność ta niestety, bywa najczęściej niedoścignionym wzorem.