“Poryw”, Kinga Wójcik

Silna, kobieca postać stworzona w debiutanckiej powieści Kingi Wójcik, potrafi skutecznie przykuć uwagę Czytelnika i rozpalić w nim ciekawość wspólnego odkrywania niewinnie rozpoczynającej się zagadki kryminalnej. W miarę pochłaniania kolejnych rozdziałów robi się już coraz mniej niewinnie, zaś nieco ekscentryczny sposób bycia głównej bohaterki nadaje powieści intrygującego sznytu, z którym z przyjemnością nie rozstaniemy się już aż do samego poznania wcale nieoczywistego rozwiązania. Nie wszystkie wątki znajdują swój koniec, więc po będącej jeszcze w przygotowaniu kolejnej części zatytułowanej “Spektakl” spodziewamy się wielu miłych niespodzianek.

Rytm działania pani komisarz przypomina dynamiczny pomruk silnika jaguara, którym się porusza. Pytanie stawia zaskakujące lecz niebywale celne. Sama odpowiada szybko i z kąśliwą precyzją. Tok myślenia i sposób prowadzenia śledztwa trudno określić jako konwencjonalny. Kinga Wójcik przy takim sposobie prowadzenia fabuły łatwo mogła ulec przesadnej oryginalności, czemu jednak opiera się w doskonałym, swobodnym stylu. Postacie są budowane skrupulatnie i z konsekwencją. Ich wiarygodność nawet na moment nie jest zachwiana.

Nadszarpnięte zaufanie w stosunkach rodzinnych. Protekcja mniej lub bardziej chciana w miejscu pracy. Trauma popełnionych w przeszłości kosztownych błędów zagłuszana przez rzucanie się w wir pracy. Rezygnacja z siebie jako lek na cierpienie. Dyskretne poczucie humoru i namiętności przejmujące kontrolę nad czynami ofiar i sprawców. W wielu miejscach Czytelnik da się zaskoczyć. A największym zaskoczeniem będzie tytułowy poryw. Do przeczytania książki w jeden, najwyżej dwa wieczory choć egzemplarz w wersji drukowanej, na półce zajmuje całe trzy, solidne centymetry.

0 0 vote
Article Rating