“Porachunki”, Yrsa Sigurdardóttir

W rzeczywistości stworzonej przez islandzką pisarkę, dzieją się rzeczy rodem z horroru. Dzieci wykorzystywane seksualnie przez rodzica. Morderstwo i gwałt przypadkowej, nieletniej ofiary. Odcięte dłonie, stopy. Koszmar, który jednak nie pozwala rzeczywiście się przerazić. Powierzchowność, z jaką w Porachunkach opisywane są postacie oraz ich motywacje, nie pozwalają Czytelnikowi wejść w historię, która rokowała na zupełnie dobry thriller.

Rodzeństwo, zmagające się z obecnością w życiu ojca pedofila, a później także mordercy, zostaje pozbawione jakiejkolwiek pomocy właściwie na każdym etapie dorastania. Mimo usilnych prób komunikowania problemów, roztacza się wokół chłopca i młodszej dziewczynki, niemożliwa do pokonania zmowa milczenia. Zawodzą kolejno: matka, dyrektor szkoły, funkcjonariusz policji, w końcu psycholog, a nawet sędzia wspierany przez prokuratora. Coś, co wydawało się problemem zamiecionym raz na zawsze pod dywan, budzi się jednak po wielu latach, by pociągnąć za sobą niekończącą się serię zgonów. Ofiary tej fali nie zdążą jednak wzbudzić naszego współczucia. Odejdą bowiem, zanim na dobre je poznamy.

Yrsa Sigurdardóttir rysuje raczej niewydolny obraz systemu wymiaru sprawiedliwości w Islandii. Kuleje komunikacja między pomocą społeczną, policją, więziennictwem. Układy personalne nie tylko na szczytach władzy, ale nawet w obrębie tego samego wydziału śledczego, utrudniają skuteczne ściganie sprawców przestępstw. W tajemniczych okolicznościach giną w archiwach akta. Kartoteki ukrywają więcej niż zdają się odkrywać. Sympatie bądź antypatie przełożonych, decydują o postępach w dochodzeniu.

Wszystkim, którzy chcą nieco pomarznąć (śnieżyce i niska temperatura towarzyszą nam od pierwszych stron książki) oraz tym, którzy poszukują nieskomplikowanych, pobieżnie zarysowanych bohaterów, Porachunki będą się wydawać lekturą nie do przecenienia. Płacz nad losem głównych figur opowieści jest raczej wykluczony. Oczywiście pojawia się współczucie, ale jakby nie ma większych szans na przepracowanie tego wrażenia. Dramat islandzkiego kryminału, przeżywamy na chłodno. Prawie natychmiast sięgamy po kolejną pozycję. Żeby jednak wreszcie “coś” poczuć.

Książkę do recenzji dostarczył serwis Jakkupowac.pl