“Obsydianowa komnata”, Preston&Child

Obsydianowa komnata jest przykładem tego, że nawet pisanie we dwójkę, nie gwarantuje powieściowego sukcesu. Wprost trudno znaleźć słowa, by opisać te 270 stron braku szacunku do Czytelnika.

W kategorii bajka, być może książka autorstwa duetu Preston&Child mogłaby zająć jakieś poczytne miejsce w rankingu “opowieści na pięć minut przed zaśnięciem”. Z pomocą zaprzęgniętych do głosowania trolli istniałaby szansa na ów sukces.

Z rzeki pomysłów absurdalnych, wymienię z litości tylko kilka.

Eliksir długowieczności, który raz działa odmładzając raz postarzając jest zsyntezowany lub też zupełnie nie. Szczegóły zawierają się raptem w kilku akapitach i w jego skład musimy uwierzyć po prostu autorom na słowo.

Podziemne komnaty w sercu jednego z największych miast USA, ukrywają kogoś na kształt mniszki, która żyje nieco dłużej niż pozostali śmiertelnicy, w kompletnym odizolowaniu od świata. Jedzenie przyjeżdża do niej windą, drzwi są niby zaryglowane, ale czasem i tak ktoś przez nie przechodzi.

Mniszka jest NADZWYCZAJ inteligenta, NIESŁYCHANIE zwinna, odważna i waleczna oraz PONADPRZECIĘTNIE ponadprzeciętna. Skąd takie przekonanie? Nie wiadomo, bo kiedy atakuje z użyciem SZTYLETU, a my czekamy na dowody tej waleczności i bojowości, zostaje obezwładniona praktycznie jedną ręką przez niedoszłą ofiarę.

Po wysłuchaniu dosłownie pięciu wyjątkowo górnolotnych zdań człowieka, którego ponoć wcześniej owa niezwykła bohaterka zabiła strącając w otchłań ziejącego lawą wulkanu – jak się okazało bezskutecznie, i którego szczerze nienawidzi, decyduje się spędzić z nim resztę życia na bezludnej wyspie we wspólnym, miłosnym gniazdku…

Pieniądze wyskakują z torby podróżnej i dna właściwie nie widać. Unieruchomieni zakładnicy w ilości sztuk: jeden, rozprawiają się z hordą uzbrojonych po zęby porywaczy oczywiście w kilka sekund, zaś by utonąć zupełnie w tej kiepskiej operze sensacyjnej trzeba postarać się uwierzyć, że ostatnie istniejące kopie ARCYWAŻNYCH  dokumentów – nie są oczywiście ostatnimi. Bo były jeszcze jedne, ostatecznie ostatnie kopie…

Fanów książek pisanych na kolanie, choćby na cztery ręce, serdecznie zachęcam do lektury. Jako karykatura powieści sensacyjnej pozycja może przy odrobinie dobrej woli rozśmieszyć Czytelnika. Przy próbie potraktowania książki poważnie, istnieje zagrożenie pojawienia się podwyższonego ciśnienia tętniczego odbiorcy.