“Nie ma”, Mariusz Szczygieł

Po otwarciu pierwszej strony tej książki, odbywamy szybki spacer przez kilka epok, krajów i stanów umysłu. Wchodzimy w życiorysy opowiadane przez osoby drugie, trzecie, czasem czwarte. Wersje potrafią różnić się między sobą, dzięki czemu budujemy sobie własną – na prywatny użytek i pod indywidualne zamówienie. Bo odcieni szarości w życiu bywa nieskończenie wiele, a nieodłączna siostra życia – śmierć, zdaje się ich mieć dodatkową paletę.

Mariusz Szczygieł zachowuje dystans reportera, dzięki czemu czytamy o temacie tabu bez patosu i jednocześnie bez lęku. Do śmierci można się starannie przygotować, dokonać wyboru odpowiedniego czasu na nią, a kiedy wymaga tego sytuacja, pozwolić sobie na jej oswojenie lub wręcz życie z jej stałą obecnością. Czytelnik nie czuje się przytłoczony nieuchronnością końca istnienia i dzięki temu jest w stanie pomyśleć o odchodzeniu racjonalnie. Niezmiernie wyzwalające uczucie.

Z “Nie ma” wejdziecie wprost do salonów życia rodzin bogatych i komórek, w których przed szalejącym złem świata ukrywają się pozbawieni wszystkiego. Do mokrych od łez łóżek dzieci i sklepów pełnych przedmiotów opuszczonych przez zmarłych. Do zakamarków umysłów owładniętych myślą o końcu świata i pięknych dusz, które ratują czasem zapomniane książki, a czasem nikomu niepotrzebne koty. Niejedno zdanie zatrzyma nas przy sobie na dłużej. I nie jedna myśl postaci, której już Nie ma, popchnie nas do działania, bo czasu – by go zmarnować, nikt nie ma.