“Mózg Kennedy’ego”, Henning Mankell

Mankell w “Mózgu Kennedy’ego” nie jest tym, którego znamy z serii kryminalnej z Kurtem Wallanderem. Tutaj szwedzki pisarz bez uprzedzenia sprzedaje nas światu bez nadziei, zasad moralnych i choćby odrobiny poczucia panowania nad realiami życia. W tej mrocznej historii o samotności i małości człowieka w obliczu wszechobecnego zła, skazani jesteśmy na własne, uparte pozostawanie po jaśniejszej stronie mocy. Dobro nie zwycięża. Nadzieja nie dodaje sił. Mamy tylko pewność doświadczania czegoś nowego o nas samych.

Osią opowieści jest pojedyncza śmierć, która zmusi matkę do szukania prawdy o synu. Sprowokuje ojca do odegrania niechcianej nigdy roli. Zbudzi demony tajemnych spisków i ludzi, którzy żerują na cierpieniu i niedoli bezimiennych. Szalejący wirus AIDS, pozostawiona samej sobie Afryka, niedostatek i brak perspektyw przy cichej zgodzie pozostałej części globu. Uparcie nie dająca się rozwiązać zagadka i życie wywrócone nagle do góry nogami.

Co najmniej kilka razy przerwiemy lekturę, by zastanowić się nad analogią do własnych przeżyć. Będziemy się uganiać za dojściem do prawdy, marząc jednocześnie o tym, by pozostała jednak w jakiś sposób ukryta. Złudnie przeświadczeni o tym, że okrucieństwo i obojętność już znamy, zmarzniemy od chłodu, którym zionie wykreowana w tej historii rzeczywistość. Warto jednak narazić się na nieprzyjemne skutki tego przeziębienia i odchorować podłość świata, która ma się dobrze również dzięki nam. By jeszcze raz się na nią nie zgodzić. By jeszcze raz zasmakować rozkoszy sprzeciwu. By naiwnie uwierzyć, że być może jednak … ludzi dobrej woli, jest więcej?…

Jak napisał w posłowiu Mankell, do napisania tej książki, napędzał go gniew. Zagadką pozostaje do czego Was napędzi jej lektura.

5 1 vote
Article Rating