„Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow

Powieść pisana w latach 1928-1940. Długo, ale bagaż zawartych w niej treści jest naprawdę ogromny. Początkowo trudno się oprzeć wrażeniu bałaganu. Wiele postaci. Sporo wątków z niezwykle szczegółowymi opisami. I ponad wszystko – absurd. Po zaprzyjaźnieniu się z owym absurdem, Czytelnik może się już jedynie delektować genialnie wymyśloną i kunsztownie podaną, szatańską opowieścią.

Michaił Bułhakow niezwykle celnie uchwycił zawiłość wschodnioeuropejskiej biurokracji. W świecie człowieka osamotnionego wobec procedur, układów i instytucji, pozostaje niewiele miejsca na poczucie jakiejkolwiek sprawczości. Paradoksalnie, najbardziej swobodnie, bohaterowie czują się w przestrzeni, w której obowiązują już tylko reguły demona zła. To w niej jest szansa na spokój. Na porzucenie wszystkiego, co doskwiera człowiekowi w zwyczajnym życiu.

W „Mistrzu i Małgorzacie”, poszukiwacze głębokich, co do treści cytatów, będą doprawdy usatysfakcjonowani. Aż roi się tutaj od zaskakująco celnych spostrzeżeń, wyartykułowanych w najprostszy możliwy sposób.

Smaczku tej wyjątkowej powieści dodaje również fakt, iż sowiecka cenzura zechciała ingerować właściwie na każdym etapie historii. Czerwonym drukiem, oznaczono wszystko to, czego nie wolno było niegdyś wydrukować. Doszukiwanie się powodów, dla których wycofano ten lub innych fragment, to osobna opowieść w opowieści.

Czytając „Mistrza..” trzeba się uwolnić od racjonalności. Umysł, na te kilka chwil spędzonych z książką, musi być lekki. W zamian, otrzymujemy szeroki wachlarz emocji. Nawet szatan wydaje się tutaj rozsądny i miły w obejściu. A jeżeli z nim można się jakoś dogadać, to nie pozostaje w zasadzie nic, czego można by się w życiu lub po śmierci, obawiać.

Satysfakcjonująca. Przyjemna. Literatura naprawdę wysokich lotów.

0 0 votes
Article Rating