“Marina”, Carlos Ruiz Zafon

Dla wszystkich, którzy lubią horrory, ale nie przyswajają zbyt wielkiej dawki strachu, Marina jest książką idealną. Żeby się przestraszyć, trzeba tutaj wykonać spory wysiłek. Pozycja ta mogłaby z powodzeniem zajmować półkę literatury młodzieżowej czy przygodowej. Powstaje pytanie, czy takie było założenie autora, czy był to raczej wypadek przy pracy? A może współczesnego Czytelnika po prostu trudniej przestraszyć?

Trudno uwierzyć w postacie, które po nocnym ataku drewnianych manekinów i walce o własne życie, następnego ranka niewzruszeni zasiadają do śniadania, by cieszyć się urokami wzajemnego towarzystwa. Raczej z bajką kojarzą się epizody, w których potwór najpierw próbuje zabić młodzieńca w kuchni internatu, po czym nieoczekiwanie zmienia zdanie i truchta radośnie, by pogrzebać w jego plecaku w poszukiwaniu albumu ze zdjęciami. Leje się krew, tłucze się ogrom zastawy stołowej, jednak rano nikt nie jest zdziwiony demolką i nikt nie zadaje pytań, kto jest sprawcą owego bałaganu.

Bohaterowie, młoda dziewczyna, oczywiście przecudnej urody oraz młodzieniec, kto wie, czy nie jeszcze piękniejszy, niby żyją pod koniec XX wieku, ale nie mogą się jednak opędzić od zarośniętych bluszczem zamków, dworów i opustoszałych kamienic, w których nikt, nigdy nie wpadł na pomysł, że prąd elektryczny niesie ze sobą określone korzyści. Brniemy zatem za młodzianami w świetle kandelabrów, świec, krótko żyjących zapałek i wreszcie latarek, ale nie tych z alkalicznymi bateriami.

Jedyny dorosły, ojciec dziewczyny, jest jak serialowe dzieci – albo śpi, albo sam zajmuje się sobą, w każdym razie zupełnie nie ma świadomości, co robią jego podopieczni…

Drewniane kukły krwawią, upiory zanim się pojawią – okrutnie śmierdzą trupem. Po traumatycznych wydarzeniach dnia poprzedniego, rano uparcie wstaje słońce, a wraz z nim – wypoczęci bohaterowie. Z literaturą dla dorosłych, Marina ma niewiele wspólnego. Można zaryzykować stwierdzenie, że przy nieco elastyczniejszym podejściu grona nauczycielskiego, można by ją wpisać na listę alternatywnych lektur szkolnych. Młodszym Czytelnikom, serdecznie polecam.