“Manaraga”, Władimir Sorokin

Manaraga, jest majstersztykiem dla “wtajemniczonych”. Władimir Sorokin wymaga od Czytelnika co najmniej biegłej znajomości literatury światowej. Trzeba powiedzieć, że obchodzi się z nami dość brutalnie, nie dopuszczając nawet ewentualności, że którejś z ironicznie przytaczanych przezeń pozycji, moglibyśmy po prostu nie znać.

Rzeczywistość Manaragi graniczy z absurdem. Główny bohater zarabia, i to zupełnie nieźle, na przygotowywaniu wykwintnych potraw z grilla, w którym paliwem są … wybitne, płonące, papierowe wydania książek. W świecie, w którym nie drukuje się już żadnych woluminów, jedynie krezusów stać na ich nielegalne pozyskiwanie. Ten futurystyczny obraz kuchennego podziemia, jest znakomitą scenerią dla wytknięcia ludzkich zapędów, ku podnoszeniu poziomu atrakcyjności życia. Za wszelką cenę. Bez względu na kiczowatość pomysłów i na ogół, niskie pobudki.

Sorokin z ironią traktuje dziwactwo i karykaturalność, które zazwyczaj towarzyszą ogromnym pieniądzom. Cechuje je rozpaczliwe poszukiwanie i koloryzowanie prawdziwych doznań: smaków, zapachów, ekscytacji, namiętności, przeżywania głębi sztuki. Ekstrawagancja, granicząca z trywialnością i grubiaństwem. I ostatecznie rozpacz, bo niestety, nie wszystko jest do kupienia.

Jak w każdej powieści futurystycznej, również tutaj pojawia się kilka nowatorskich rozwiązań technicznych, ułatwiających funkcjonowanie w niedalekiej przyszłości. Wyobraźnia Autora wydaje się nieograniczona, a bezprecedensowy sposób, z jakim poczyna on sobie z odbiorcą, jest z jednej strony wymagający, z drugiej zaś, niezwykle atrakcyjny. Przyjemność z czytania Manaragi, będzie jednak wymagała rezygnacji z przywiązania do utartych schematów myślenia. Jeśli zdecydujemy się na ten wysiłek, czeka nas już tylko wykwintna, czytelnicza uczta.