“Krzyże na rozstajach”, Rafał Dębski ♦♦♦♦

Usadowiony głęboko w polskich realiach obraz darkświata, Przesiąknięty korupcją, brutalnością i wyjałowiony z jakichkolwiek skrupułów obraz rzeczywistości istniejącej równolegle obok tej, którą znamy. Krzyże na rozstajach śmiało odbierają Czytelnikowi nadzieję na sensacyjną lekturę, z którą lekko, łatwo i bez bolesnych doznań spędzimy kilka relaksujących wieczorów.

Początkowo trudno oprzeć się wrażeniu nadmiaru miejsc i postaci, które od pierwszych fragmentów wręcz bezczelnie wkraczają na scenę. Orientować w sytuacji należy się natychmiast. Łączyć. Rozpoznawać. Kojarzyć najdrobniejsze szczegóły. Kiedy przychodzi pierwsze olśnienie, w którym historia zaczyna tworzyć wreszcie pewną całość, dalej pozostaje już tylko pozostawić za sobą własną rzeczywistość, bo do końca nie będzie już czasu na parzenie kawy i ścielenie łóżka w realu. Brnąć do końca powieści, będziemy jak w hipnotycznym transie. Byle już wiedzieć. Byle poznać rozwiązanie.

Wyznawcy sekty wykorzystywani bezlitośnie przez swoich duchowych przewodników. Kontrwywiad zarówno ten działający zgodnie z prawem, jak i ten, który działa według własnych zasad. Pokusa szybkiego zarobku i śmiertelne ryzyko. Szemrana polityka, udawana moralność i tęsknota za Bogiem, który wydaje się z każdym kolejnym, tragicznym wydarzeniem coraz bardziej odległy. Priorytety ustalane na zimno. Momentami nawet na lodowato. Tej książce nieustannie towarzyszy wrażenie ostateczności dokonywanych wyborów. Lawirowanie na ostrzu noża staje się dla Czytelnika uczuciem stale towarzyszącym. Przerażającym i pociągającym. Jednocześnie.