“Kartoteka 64”, Jussi Adler – Olsen

Jussi Adler-Olsen każe sobie uwierzyć na słowo. Jeżeli bohater chowa się aktualnie za węgłem, a do miejsca, w którym się znajduje, prowadzi tylko jedna, jedyna droga, to tak po prostu jest. Uruchamiamy swoją wyobraźnię i to w niej dopracowujemy plastyczne elementy owej sceny, a w zamian za to, duński pisarz oszczędza nam niekończących się opisów i nie zanudza szczegółami krajobrazu. Z pietyzmem natomiast, dopracowuje rysy psychologiczne swoich postaci i po mistrzowsku buduje wokół nich odpowiednią aurę. Grozy, bezwzględności, strachu albo poczucia przyzwoitości.

W mrokach duńskiego półświatka, ścierają się ze sobą policjantki z rozdwojeniem jaźni, detektywi zabawnie przekręcający wszystko, co można przekręcić w miejscowym języku, ekstremiści z marzeniami o wyższości jednej rasy nad inną oraz zupełnie nie mające wpływu na swoje losy jednostki, nad którymi przeznaczenie wydaje się nieustannie pastwić.

Kartoteka 64, podpowiada prawie doskonały przepis na zemstę. Realizowaną po dziesięcioleciach od wydarzeń, skłaniających bohaterkę do prywatnej wendety. Kiedy czara goryczy roni w końcu, tę jedną kroplę za dużo, wystarczy by utopić w niej wszystkich, bezkarnych dotąd gnębicieli. I wysłuchać z mniejszą bądź większą satysfakcją monologów, którymi ją raczą w obliczu nieuniknionej śmierci. Na szczęście dla Czytelnika, nie wszystko dzieje się zgodnie z morderczym planem. I choć po cichu kibicujemy niezgodnemu z prawem, wyrównaniu rachunków krzywd, musimy się przygotować na kilka radykalnych zwrotów akcji. Czyli na coś, czego oczekujemy od dobrej historii kryminalnej.

Poczucie humoru w pracy śledczego, wydaje się jedyną skuteczną metodą na uniknięcie szaleństwa. Akceptacja choroby czy odmienności, świadczy o klasie i przyzwoitości człowieka. Najbardziej jednak, godną podziwu cechą wśród ludzi borykających się ze współczesną rzeczywistością, jest upór, z jakim ofiary systemu lub ludzkiej nienawiści, potrafią podnosić się po każdym ciosie i upokorzeniu. O tym jest właśnie Kartoteka 64.