“Jego krwawe zamiary”, Graeme Macrae Burnet

Książka Graeme Macrae Burnet’a, reklamowana jako thriller psychologiczny, z góry narzuca odbiór powieści. Można się oczywiście skupiać na profilu przestępcy, jego psychologicznych predyspozycjach do popełniania zbrodni czy nawet genetycznych podstawach zachowań poza prawem. Lektura zwraca jednak uwagę na coś zupełnie innego. Długoterminowe działanie zła. Jego namnażanie się od chwili, kiedy się pierwszy raz pojawia.  Zło nigdy nie wydarza się tylko raz. Każde, niesie za sobą kolejne niegodziwości.

Roderick Macrae jest postacią tragiczną. Osierocony przez matkę, skazany na życie w skrajnej nędzy, ma słaby kontakt z ojcem. Jego prawdziwe kłopoty zaczynają się jednak dopiero wtedy, kiedy nad jego rodziną pastwić zaczyna się jeden z sąsiadów. Afront za afrontem. Dokuczliwość za dokuczliwością. Eskalacji psychicznego znęcania się, nie widać końca. I o dziwo wtedy, nikt nie protestuje. Protesty społeczne, pełne oburzenia pretensje, pojawiają się dopiero w obliczu morderstwa. Tutaj, nieuniknionej konsekwencji, stosowanego metodycznie sadyzmu.

Nie ma usprawiedliwienia dla odbierania komukolwiek życia. Ten fakt nie podlega dyskusji. Trudno jednak potraktować poważnie, zdziwienie tym, że ofiara reaguje. Na co, w swej pokręconej logice, liczy w takiej sytuacji dręczyciel?

Mamy do czynienia ze zbrodnią. Stykamy się z dziewiętnastowiecznym sposobem pojmowania świata i reguł, które nimi rządzą. Jest napięcie, związane z niepewnym losem głównego bohatera. Autor umieścił również coś w rodzaju osobistej relacji mordercy. Co jednak góruje nad całą niemal powieścią, to ogromny smutek. Zniechęcenie, którego przyczyną jest atmosfera ogólnej niemocy. Brak jakiejś w miarę obiektywnej instytucji lub postaci, do której w razie kłopotów można się zwrócić o interwencję. Bohaterowie ” Jego krwawych zamiarów”, są boleśnie samotni w swoich zmaganiach z cudzym subiektywizmem.

I tylko trudno się oprzeć wrażeniu, że czas, w którym rozgrywa się akcja, nie ma tutaj większego znaczenia. Bo czyż nie jeden z nas dzisiaj, mimo przynależności do tzw. cywilizowanego świata, nie dotarł nigdy do miejsca, gdzie w obliczu sprzeciwu na skrajny subiektywizm – pozostał boleśnie sam?