“Jaśnie Pan”, Jaume Cabre

Jaume Cabre jest mistrzem w co najmniej dwóch obszarach. Po pierwsze, we wprowadzaniu Czytelnika w epokę, w której toczy się opowieść. W przypadku “Jaśnie Pana” to koniec XVIII wieku, bale, władza, nędza, utrzymywanie się na powierzchni, dzięki zachowywaniu pozorów. Po wtóre, w przesyconym cierpkim, ale cudownym humorem, opisywaniu ludzkich słabości, półprawd i hipokryzji. Z dowcipem pisze o rozpuście, niedomaganiu seksualnym, sprzeczkach księży i fochach sióstr zakonnych. Doprawdy, mistrz!

Główna postać powieści, sędzia Masso, budzi w odbiorcy mieszane uczucia. Podziw pojawia się przez wzgląd na umiejętność dotarcia do wysokiego stanowiska społecznego, bez wysokiego urodzenia. Współczucie, zabarwione odrobiną pogardy, w związku z faktem utraty dorobku całego życia.

Jaki jest główny “grzech” Jaśnie Pana? Ludzki. Zwyczajny. Prezes Trybunału Królewskiego w Barcelonie, po prostu przeoczył moment, w którym był absolutnie szczęśliwy. Jak każdy niemal człowiek, zapragnął dołożyć sobie jeszcze więcej szczęścia, sprowadzając na siebie tym samym kompletną katastrofę.

Historia, mimo tego, że mroczna i niezwykle wilgotna, bo nieustannie towarzyszy jej ulewa, ma w sobie pewien rodzaju uroku, którym hojnie obdarza Czytelnika do ostatniej strony. Cyniczny obraz świata bez wyjątku: bogatych czy biednych, jest niezwykle cennym doświadczeniem. Bo mijają wieki. Zmieniają się światopoglądy, prawo, religia. Natura człowieka zaś, mimo ogromnych pokładów wiedzy i doświadczeń wcześniejszych pokoleń, pozostaje ciągle ta sama. Słaba, bezwzględna i w obliczu ważnych wyzwań – egoistyczna.

Lektura pozostawia bardzo pozytywne wrażenie. Cynizm w podejściu autora do wyidealizowanych obrazów, jakie mamy o sobie samych, działa bardzo orzeźwiająco. Niektórych Czytelników, z pewnością obudzi ze snów, w których błogo trwają na co dzień.