“Gwiazdy Oriona”, Aleksander Sowa, Wydawnictwo LIRA

Wszystkim, którzy marzyli niegdyś o wstąpieniu w szeregi policji, książka Aleksandra Sowy pozwala na pozbycie się wszelkich wyrzutów sumienia z powodu braku realizacji tego ambitnego celu. Jako człowiek z wewnątrz, bezlitośnie rozprawia się z mitami o doskonale zorganizowanej i ofiarnie działającej agendzie, powołanej z myślą o szarym obywatelu. Gwiazdy Oriona leczą z naiwności.

Kryminał w stylu retro. W najmłodszym możliwym wydaniu, bo z udziałem sfatygowanych polonezów, popielniczek z luksferów, maszyn do pisania i aparatów telefonicznych przykutych na stałe do surowych biurek. Epoka, w której w niesławie odchodzą rekiny milicji i służby bezpieczeństwa, a powstających w ten sposób wakatów, nie ma jeszcze kim obsadzać. Demony przeszłości, walczące o resztki dawnej władzy i pionierzy nowatorskich metod śledczych z przyklejonymi łatkami ludzi niespełna rozumu. Policja kryminalna, traktowana przez społeczeństwo nadal jak milicja polityczna. Po prostu droga przez mękę. Za to z charakterystycznym klimatem PRL-u.

Nawet gdybyśmy nie wiedzieli, że Aleksander Sowa rzeczywiście jest stróżem prawa, przekonalibyśmy się o tym już  po kilku pierwszych rozdziałach. Szczegółów, którymi się w swojej książce dzieli, nie sposób wymyślić. O nich się po prostu wie. Specyficzne, branżowe dialogi. Sekrety wydziałowych gabinetów. Niepisana hierarchia na komendzie i policyjny humor, czasem tylko dla wtajemniczonych. To wszystko nie układa się w schematyczny, lekki w odbiorze, rebus kryminalny. Będzie trudniej niż zazwyczaj. Czeka nas żmudne, nieoczywiste i niestroniące od przyziemnych problemów, dochodzenie.

Pesymizm, którym nasiąknięta jest ta historia, nie wynika bynajmniej z makabryczności dokonywanych przestępstw. Nastrój Czytelnika obniża przede wszystkim uwikłanie głównych postaci w zależności polityczne. Koneksje rodzinne i powiązania ze światem przestępczym. Szokiem może być dla niektórych świadomość, że w śledztwie nie zawsze najważniejszym celem okazuje się ustalenie sprawcy. Bywa nim czasem chociażby skrócenie ścieżki kariery. Albo uśmiercenie niewygodnych tajemnic. Efekt policyjnej “fali” i naginanie faktów, niestety nie łagodzą poczucia degrengolady. Siłą tej lektury jest jednak prawda, a nie gładkość.

Odważny, opowiedziany bez sentymentów kryminał. Król w Gwiadach Oriona jest naprawdę nagi.