“Ferma blond”, Piotr Adamczyk

Zaletą fabularyzowanych książek historycznych jest odbieranie trudnym tematom, ich ciężaru emocjonalnego. Nie inaczej jest z “Fermą blond”. Piotr Adamaczyk, bazuje tutaj na dotychczasowej wiedzy Czytelnika, oszczędzając mu rozważań naukowych nad wydarzeniami, które są powszechnie znane. Pozwala to autorowi, w atrakcyjny sposób opowiedzieć historię szaleństwa idei realizowanej przez Lebensborn.

Zapalonemu hodowcy kur, jakim był Heinrich Himmler, zamarzyło się hodowanie ludzi. W tym celu, powstały ośrodki Lebensborn. Ustronne, dyskretnie skrywane miejsca, w których rodziły się nieślubne, czyste rasowo, dzieci. Z czasem jednak, przekształciły się one w wylęgarnie precyzyjnie wyselekcjonowanych, przyszłych aryjskich pokoleń Rzeszy. O ile znane są przypadki istnienia ludzkich ferm w Niemczech i Francji, o tyle polskie ślady takich ośrodków, odkrywane są z zadziwiającą opieszałością. Książka Piotra Adamczyka, jest właśnie próbą nagłośnienia wstydliwego tematu, jakim jest do dzisiaj zjawisko określane mianem Lebensborn.

Z lekką ironią, autor dzieli się z Czytelnikiem wiedzą na temat gumowych lal, produkowanych na masową skalę dla żołnierzy Wehrmachtu. Z przekąsem opowiada o tak zwanej “teorii półdziewic” kreowanej przez ówczesny, niemiecki kościół. Rozbawia sceną, w której agenci zainstalowani w domu publicznym, z podniecenia, nie są w stanie włączyć aparatury podsłuchowej, co uniemożliwia spisanie jakiegokolwiek raportu dla służb wywiadu.

Ale oprócz tego, że jest śmiesznie, zupełnie niespodziewanie bywa też niepokojąco. Piotr Adamczyk, opisując okres przedwojenny, posługuje się dziwnie teraźniejszym językiem narodowej propagandy. Jedyna słuszna partia wtrąca się do sztuki, etyki, religii. Przejmuje prasę i sądownictwo. Nie pozostawia miejsca na odmienne poglądy. Wyznacza wroga i na potęgę – bogaci się.

Książkę czyta się bardzo dobrze. Umiejętnie połączono w niej wątki historyczne, wojenne, polityczne. Postacie nie są wymysłem autora. Lektura o tyle cenna, że porusza temat skromnie do tej pory opisywany. Jak gdyby porywanie nordyckich dzieci z terenów okupowanych i zmuszanie do czystej rasowo prokreacji, było bardziej wstydliwe, niż obozy zagłady czy egzekucje ludności cywilnej, o których mówi się śmiało.

“Ferma blond” odsłania kolejną, małą, białą plamę w obrazie wydarzeń z początków ubiegłego stulecia. Co istotne, odsłona ta dokonuje się dla Czytelnika w miarę bezboleśnie.