“Epifania Wikarego Trzaski” Szczepan Twardoch

Epifania Wikarego Trzaski”, Szczepan Twardoch

Pierwsze strony książki Szczepana Twardocha, sugerują, że w dalszej części, będzie już tylko wesoło, lekko, sarkastycznie. Pojawiła się nawet dosyć ciekawa wizja nowego oblicza współczesnej wiary katolickiej. Dla dzisiejszych dylematów dotyczących faktu i procesu zbawienia, naprawdę godna uwagi. Początkowy dobry nastrój czytelnika, zaczyna jednak wraz z kolejnymi stronami, ustępować miejsca coraz większej liczbie nieoczywistości i postaci, które trudno jednoznacznie zdefiniować. Robi się momentami bardzo poważnie. Jak w życiu…

Korzystając odrobinę z metafizyki, autor dotyka umiejętnie problemów bardzo przyziemnych. Zinstytucjonalizowanie kościoła, ludzkie pragnienie wyjątkowości, samotność w samym środku sukcesu zawodowego. Dominującą kwestią jest jednak wierność wcześniej przyjętym zasadom, wbrew wszystkiemu i proces przejścia od zła do dobra, od zwyczajności do niezwykłości. I z powrotem…

Trudno uznać tę lekturę za optymistyczną. Niemniej odrobinę osłody daje silny element, jakim jest z pewnością determinacja. Ujawnia się ona właściwie w każdym z bohaterów. Postawienie wszystkiego na jedną kartę w życiu postaci, sprawia, że wszystko dzieje się dynamicznie, z energią. Można zaryzykować stwierdzenie, że czytelnik, po odwróceniu ostatniej strony poczuje pragnienie takiej właśnie pewności we własnym życiu. O ile łatwiej żyło by się nam gdybyśmy nie wątpili. W siebie. I w świat, który znamy.

Po prostu. Mieć misję. Być pewnym. Działać.

Marzenie?