“Bogowie pokazują klaty”, Bill Gaston

Elektryzująco rozpoczynające się opowiadania z nostalgicznie niejasnymi zakończeniami to “Bogowie pokazują klaty”. Trzeba być nie lada wyrozumiałym, żeby rzucić się w wir co chwila zmieniających się postaci i okoliczności, z których na koniec zupełnie nic nie wynika. Bill Gaston serwuje Czytelnikowi książkę z dziewiętnastoma pomysłami na powieści, których być może sam nie może bądź nie chce rozwijać.

Jak naiwne dzieci, czytając ufamy, że za następną stroną pojawi się spektakularne rozwiązanie błyskawicznie nakreślonej zagadki lub sceny grozy. Szukamy drugiego dna w historiach, którym brak nawet pierwszego z nich. Cel, do którego brnie dzielnie ten czy ów bohater, rozmywa się w zielonych sitowiach, na wzgórzach otoczonych chmarą radiowozów lub w małżeńskim łożu obcych ludzi, obsypanym stertą szalików i płaszczy przeciwdeszczowych…

Te krótkie historie nie bawią. Nie smucą. Nie skłaniają do zadumy. Są jak sylwestrowe petardy, które gnają ku wybuchowi, by już w następnej sekundzie rozmyć się w odmętach ciemnego, nieprzeniknionego nieba. Euforii po fajerwerkach – brak.

 

Książkę do recenzji dostarczył Serwis:

0 0 vote
Article Rating