“Błahy incydent”, Justyna Edmondson, Wydawnictwo OFICYNKA

Książka Justyny Edmondson dotyczy, na przekór tytułowi, momentów niezwykle istotnych w życiu. Chwil, które choć jeszcze o tym nie wiemy, zmieniają nas i rzeczywistość wokół. Wybrzmiewa tutaj boleśnie, rozpaczliwa wręcz, tęsknota za miłością. Na drodze do niej stoją barykady konwenansów, dorastanie wśród pustyni uczuć, pruderyjna kultura obyczajowa na zmianę z najprymitywniejszą rozwiązłością, czy wreszcie wszczepiony w polskim narodzie smutek i wynikający z niego życiowy marazm. Plątanina niemożności, hamująca spełnienie.

Rzeczywistość w “Błahym incydencie” oscyluje wokół trwałej ondulacji, deficytu skutecznych środków antykoncepcyjnych, ckliwych listów i niedziel o sztywno ustalonym schemacie dnia. Jak na dłoni widać w nim niewspółmierne do rzeczywistych rozmiarów, przywiązywanie znaczeń rzekomym katastrofom życiowym. Zdrada staje się czymś absolutnie nie do wybaczenia. Samotność matki – przyczynkiem do jej porzucenia. Brak komunikacji w związku, przyczyną obłędu. Jak gdyby w żadnym momencie, nie było okazji do kilku sekund refleksji. Próby zrozumienia siebie i tego, co się dzieje. Inteligencja emocjonalna jest dla bohaterów tej książki, pojęciem zupełnie obcym. Znamy przecież z autopsji, całe pokolenia pozbawione umiejętności konstruktywnego, wewnętrznego dialogu. Rozpoznawania i nazywania uczuć. Sympatii i akceptacji własnego ja. Wybaczania sobie błędów i budowania na gruzach naturalnych słabości.

Książkę Justyny Edmondson należy odczytywać symbolicznie. Jako krytykę wrodzonej sztywności w okazywaniu uczuć, zabarwionej przymusem odgrywania określonych przez tradycję, religię i społeczeństwo – ról. Niezrozumiałego przywiązania do etosu cierpienia. Braku szerszego, lżejszego emocjonalnie, spojrzenia na życie i prawo do bycia szczęśliwym.

Postacie u kresu lektury, znajdują mimo wszystko, specyficzny sposób na wyjście z tej matni. Mam jednak głęboką nadzieję, że gdyby książka traktowała o czasach bardziej nam współczesnych, matki i mężowie, córki i synowie o wiele szybciej poradziliby sobie z przedstawionymi problemami. Chcę wierzyć w to, że dzisiaj do życia podchodzimy z większą wiedzą o emocjach, potrafimy bardziej świadomie przyglądać się uczuciom swoim i innych. I co najważniejsze, przestaliśmy mylić asertywność z egoizmem.

Jeszcze nie jest idealnie. Dlatego dobrze, że pojawiają się takie lektury. Możemy się w nich przejrzeć jak w lustrze. Nabrać dystansu. Przystanąć. I zawczasu – dokonać korekty.