“Becoming Moja Historia”, Michelle Obama

Pierwsza, ciemnoskóra para prezydencka w Stanach Zjednoczonych, budziła powszechne zaufanie i sympatię wyborców. Ceniono ją za szczerość intencji i troskę o ludzi w jakikolwiek sposób wykluczonych. Książka “Becoming..”, doskonale wpisuje się w ten obraz. Jest prawdziwa i ciepła. Odważna, jak kobieta, która ją napisała.

Przedstawiając swoją niełatwą przecież historię, autorka korzysta z każdej niemal okazji, by motywować innych do działania. Do wysiłku, bez względu na to, czy naszym celem jest doskonalenie umiejętności kulinarnych, czy start w olimpiadzie zimowej. Wierzy w siłę wspólnoty i w ludzkie dobro. Widzi w pracy i podejmowaniu wyzwań, najskuteczniejszą drogę do ulepszania świata. Tego globalnego, i tego, z prywatnego podwórka.

Uważny Czytelnik, dostrzeże u Michell Obamy, zadziwiającą skłonność do stałego oceniania siebie. Do nieustannej weryfikacji rezultatów, o wiele wcześniej wyznaczonych sobie zadań. To kobieta zdyscyplinowana, doskonale zorganizowana i niezwykle świadoma reguł, jakie obowiązują w świecie.

Treść książki wypełniają sprawy szczególnie istotne dla Amerykanów. Pojawia się więc kwestia pochodzenia i korzeni. Dzielnic, w których dorastała przyszła pierwsza dama i tego, jak to jest być czarnym wśród białych. A dokładniej czarną kobietą w tych małych, wyizolowanych przestrzeniach publicznych, będących dotąd wyłączną domeną białych mężczyzn. Bez znieczulenia opisuje dyskomfort braku akceptacji oraz efekty głęboko skrywanych uprzedzeń i nienawiści. Mimo popełnianych błędów, do których śmiało się przyznaje, niezmiennie zachowuje rozsądek i optymizm.

Możliwości, jakie otrzymała dzięki elekcji Baracka Obamy, wykorzystała w niezwykle inteligentny i skuteczny sposób. Przez dwie kadencje, intensywnie pracowała na rzecz poprawy życia weteranów wojennych i ich rodzin. Organizowała środki na popularyzację edukacji dla dziewcząt na całym świecie. Mobilizowała producentów żywności do wymiernych działań, w celu zmiany nawyków żywieniowych u dzieci. Przede wszystkim jednak, otworzyła drzwi Białego Domu, dla przedstawicieli zróżnicowanych warstw społecznych i grup etnicznych, dając wyraźny sygnał, że każdy jest w tej wspólnocie ważny, a indywidualny potencjał jednostki – nie do przecenienia.

Lektura jest dokładnie taka, jakiej można było oczekiwać od osoby, która porzuca korporacyjne apanaże i przywileje ludzi elit finansowych, dla wyższych celów. Jest iskierką nadziei, w okresie, w którym polityka mocarstwa zza oceanu, jest tak daleka od idei równości i tolerancji. Podtrzymuje przekonanie, że wartości wspólne dla ludzkości, będą się regularnie odradzać wśród mizoginii, obłudy, pazerności i pogardy dla człowieka.

I tylko chciałoby się, by pierwszych dam tego formatu było nieco więcej. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Żeby miały własny głos. Żeby kiedyś, po upływie czasu, w którym reprezentują dany naród, miały o czym napisać książkę. A misja, której wypełnienia się podjęły, była choć w połowie tak wzniosła, jak ta, przyświecająca przez osiem lat, Michell Obamie.